Koncert

Prawdziwą przyjemnością było goszczenie „Pod 5 Aniołami” Pawła Samokhina wraz z częścią zespołu. Z dziesięcioosobowej grupy do Aniołów dotarło trzech – gitarzysta, kontrabasista oraz Paweł ze swoja nieodłączną trąbką.
Dzień ten w ogóle był zdeterminowany przez cyfrę trzy – oprócz trójki w dacie, trzech muzyków – zagrali oni trzy sety posługując się trzema językami – polskim, rosyjskim i angielskim.
Sam wokalista świetnie bawił się obcując z publicznością – jego bezpośredniość, dystans do siebie a także ogromny talent, widoczny przy każdym zaśpiewanym kawałku, budził ogromną sympatię. Każdy utwór został okraszony adekwatna opowieścią, historią. Magiczny akcent Pawła, który pozostał mimo lat spędzonych w Polsce, budzi dreszcze emocji.
Cały koncert był bardzo energetycznym wydarzeniem, pokazującym dojrzałość muzyczną i wirtuozerię wykonawców.

Koncert znanych łódzkich artystów został podzielony na trzy części. Pierwsza rozpoczęła się mocnym uderzeniem nastrojowych ballad, które uwypukliły siłę głosu wokalisty. Na pierwszy rzut oka widać było koncertowe obycie artystów i świetny kontakt z publicznością. Prezentowali dystans do siebie, emanowali poczuciem humoru. Samodzielnie układane teksty dopełniały obrazu dojrzałych już muzyków, którzy zaczynali od nocnych koncertów na przeglądach piosenek studenckich.
Część druga wyciszyła publiczność, wywołała u niej ogromne skupienie. Miało się wrażenie, iż słuchacze powrócili emocjami do czasów licealnych koncertów, chłonęli brzmienie i słowa. Muzyka artystów budziła tęsknotę i wspomnienie młodości.
W trakcie całego koncertu muzycy robili przerywniki na popisy a cappella, całość widowiska miała ustalony porządek założony przez wykonawców – to oni rządzili nastrojami, zaskoczeniem i końcowym efektem. Zebrani nie tylko słuchali tej muzyki, ale wręcz ją czuli. Część tańczyła, niektórzy śpiewali – rozbrzmiewająca muzyka świdrowała do głębi, pozwalając na materializowanie się zapomnianych w codzienności tęsknot.
Bisy zaśpiewała cała sala na stojąco. To był gorący wieczór, a my w ciemnościach byliśmy wszyscy razem.

Potrójne wytrawne, co jest osiągane przez potrójną dystylację – takie są likiery Triple Sec. Taką muzykę prezentowało nam również troje artystów z noszącego tę nazwę zespołu. Wokalistka mogąca poszczycić się mocnym, głębokim głosem zaśpiewała swoje ulubione covery nadając im soulowe brzmienie. Tak więc znane i popularne kawałki (Roxenne, utwory Arety Franklin) brzmiały w nowych, odświeżających interpretacjach konweniując z ożywczym tchnieniem pierwszego dnia wiosny. Artyści (oprócz wokalistki, bowiem, w skład zespołu wchodzi również gitarzysta i perkusista) podzielili swój spektakl na dwa sety – miało się wrażenie, iż również tematycznie one się od siebie różniły. Pierwsza część była spokojniejsza, wybrane utwory łagodne, w drugiej zaś wokalistka pokazała pazur. W trakcie przerwy artyści ruszyli między gości – rozmawiali z nimi, widać, iż kontakt z publicznością sprawia im prawdziwą radość.

W tym specjalnym dla wszystkich Kobiet dniu nasza restauracja wypełniła się po brzegi. Kobiety oraz ich towarzysze przyszli licznie świętować i raczyć się potrawami przygotowanymi specjalnie przez naszych kucharzy na tę okazję. Menu było raczej delikatne – królował drób i sałaty, kolację można było zakończyć świetnymi autorskimi deserami – parfaitem z limonki oraz deserem lodowym podanym w gorącej malinowej kąpieli. Wieczór upłynął naszym gościom wśród norweskich rytmów zaproszonego wokalisty. Bjorn Lislegaard jest wokalistą z tego właśnie skandynawskiego kraju, który zdecydował się na przeprowadzkę do Polski i zamieszkanie w Łodzi. Fantastycznie śpiewa w trzech językach – proponuje polskie kawałki, które wykonuje z intrygującym akcentem, jego norweskie piosenki brzmią niezwykle lirycznie – uczucie to jest wywołane innością brzmienia jego rodzimego języka, w moich uszach był to nowy, poetycki dźwięk. Artysta śpiewa również po angielsku. Na naszym koncercie zaproponował głównie popową część swojego repertuaru, można jednak znaleźć go w wersji ostrzejszej.
Po zakończonym koncercie wszystkie Panie otrzymały z rąk wokalisty tulipany i życzenia. To był cudowny wieczór „Pod Aniołami”.

Ponownie gościliśmy duet w restauracji – jak zwykle zaprezentowali rosyjskie dumki, niezwykle rytmiczne, radujące serce, dramatyczne brzmienia orientalnych nut w pieśniach bałkańskich oraz znane polskie piosenki. Artyści też bawili się z publicznością – znane polskie piosenki były częściowo śpiewane w innych językach. Było to naprawdę ciekawe i zabawne doświadczenie.

Artyści jak zwykle zachwycili dobrym przygotowaniem i profesjonalnym podejściem do występu – utwory były poprzedzane małymi historiami. Każdy ich występ tylko utwierdzał w przekonaniu, iż jest to show profesjonalistów o szkolonych, głębokich głosach.

Zaczerpnęli kawałki od Kayah i Bregovic, który zaśpiewali w oryginale, jak również od Kazimierza Zauskiego, gdzie wykonali „Wszystko o mężczyźnie”, popełnili też nieśmiertelne „Allelujah” Leonarda Coena.

Całość można określić jako cudowny aromat bałkańskich przypraw w ustach.

Dzień zakochanych w restauracji „Pod 5 Aniołami” spędził z gośćmi Janusz Nastarowicz. Jest fantastycznym muzykiem, który grał na gitarze i śpiewał. Jego repertuar jest bardzo szeroki – od rockowych ballad, poprzez popowe kawałki. Tym razem miał za zadanie zabawić ponad siedemdziesięcioosobową widownię – gości, którzy przyszli na walentynkową kolację. Świetnie bawili się przy nostalgicznych kawałkach, również jego autorstwa. Na koniec muzyk bawił się wręcz z publicznością śpiewając szanty. Wśród zaproszonych gości (wielbicieli ostryg, ośmiornic i małż – bo to było przebojem kulinarnym w naszej restauracji) musiało być wielu żeglarzy, gdyż występy te cieszyły się ogromnym entuzjazmem.

Po raz kolejny w restauracji „Pod 5 Aniołami” gościliśmy Mateusza Trandę. Tym razem koncert wieczorny odbył się w oparciu o twórczość ulubionych muzyków artysty. Standardy rockowe, budzące w każdym wspomnienia i nostalgię zabrzmiały na nowo w lirycznym stylu. Panujący na zewnątrz nastrój zimowej melancholii komponował się z gitarowymi riffami. Urzeczeni goście słuchali w zadumie, wracając do melodii z przeszłości. Przerywnikiem koncertu artysty był występ gitarowy jego podopiecznej – siedmioletnia Ania zagrała 5 kawałków. Był to bardzo ujmujący moment.

Koncert Darko Bugarica i Łukasza Nowaka był prawdziwym wyzwaniem artystycznym. Kompilacja wielu języków (polskiego, serbskiego, rosyjskiego, angielskiego i innych) była niezwykłym wydarzeniem poruszającym słowiańską duszę słuchaczy.

Czytaj więcej

Mateusz Tranda – utalentowany muzyk i pasjonat – odwiedził naszą restaurację przed świętami. Magiczny nastrój Bożego Narodzenia sprzyja zadumie, nostalgii. Artysta świetnie wpasował się w panującą w tym czasie atmosferę grając kolędy na swojej gitarze akustycznej.

Czytaj więcej